niedziela, 6 lipca 2014

Subiektywny przegląd lektur na lato

Mamy więc lato. 
Od razu uczciwie powiem, że nie lubię tej pory roku. Siedzę właśnie w sypialni, która położona jest od północy, bo chłodniej, bo nie ma natarczywych promieni słonecznych (i nie ma telewizora, i męża), ale i tak posiłkuję się chłodną wodą i luźnymi szatami w postaci koszulki męża. Niemniej, lato ma swoje dobre strony. 
W moim dwudziestosiedmioletnim życiu, tak się złożyło, że nigdy nie pracowałam w okresie wakacyjnym, więc są to kolejne wakacje w moim życiu (pomijam wrześniową pracę podczas studiowania - wszak i to były wakacje dla studentki). A więc wolne! Kończę pracę papierkową w szkole, przygotowuję się psychicznie do wyjazdów (a mam zaplanowany wyjazd na Mazury z mężem i w nowosądeckie do pracy), ale i tak jakoś więcej czasu mam na czytanie. Melancholijnie wracam też myślami do przeszłych letnich lektur, więc dzisiaj powspominam, co pamiętam najlepiej.

Po pierwsze, skoro lato, skoro wakacje, to i książka, której rzecz się dzieje o tej właśnie porze roku, jest miła, przyjemna, a i po prostu lubię do niej wracać - Małgorzata Musierowicz, Nutria i Nerwus.
zdjęcie pochodzi ze strony empik.com

Główną bohaterką jest rudowłosa polonistka, która nie znosi upałów (prawie jak ja, pomijając oczywiście rude włosy) i właśnie zrywa znajomość z pewnym antypatycznym jegomościem. Pakuje się, zabiera przy okazji swoje siostrzenice i ucieka do Łeby. Niestety, w pociągu odnajduje ją niezrównoważony psychicznie młody mężczyzna, a rudowłosa Natalia zmuszona jest przed nim uciekać, przez co ląduje w lesie z chorą na ospę wietrzną siostrzenicą. Brzmi głupio, bo i postępowanie głównej bohaterki jest niedojrzałe, nieprawdopodobne i... głupie miejscami, ale i tak czyta się przyjemnie. A tytułowy Nerwus (niezrównoważony typ) jest jednym z moich ulubionych mężczyzn w Jeżycjadzie. Książka na jedno popołudnie, ot, na hamaku z zimną lemoniadą polecam. 

Po drugie, skoro jesteśmy już przy Małgorzacie Musierowicz, to jest jeszcze jedna książka, którą pamiętam, czytałam w wakacyjną sobotę, chroniąc się w pokoju (mój pokój w rodzinnym domu również był od strony północnej) przed skwarem. Małomówny i rodzina ma wiele wspólnego z Nutrią i Nerwusem, bo antypatyczny jegomość, z którym Natalia zrywa na samym początku powieści, w Małomównym... jest bardzo mądrym przedstawicielem młodzieży i zapowiada się bardzo dobrze. Do tego zagadka, biblioteka w niewielkiej miejscowości, kura i rodzina. Polecam, szczególnie młodszym (moi uczniowie z klasy czwartej czytali jako dodatkową lekturę).
zdjęcie pochodzi ze strony matras.pl

Po trzecie, pamiętam cudne lato, kiedy miałam lat osiemnaście i czytałam w ogrodzie, pod wiśnią Idiotę Fiodora Dostojewskiego. Wprawdzie lektura to ani lekka (acz uważam, że obcowanie z Dostojewskim jest zawsze przyjemne), ani letnia, ani pewnie nikt nie podałby jej w żadnym rankingu lektur na lato, ale uważam, że lato jest właśnie idealnym okresem na nadrobienie zaległości w klasyce. Powieść Dostojewskiego uważam, za najlepszą książkę, jaką kiedykolwiek czytałam. Tak się składa, że nikt jak Dostojewski nie potrafi tak emocjonalnie na mnie działać (przy Zbrodni i karze płakałam jak bóbr i nie umiałam się uspokoić, chociaż akurat zadzwonił dzwonek na lekcję i wszyscy spoglądali na mnie z politowaniem). Dostojewski skłania do myślenia, Dostojewski jest najlepszy na dylematy moralne, Dostojewski geniuszem jest po prostu. A czy urlop, zatrzymanie się na chwilę nie jest dobrym momentem po sięgnięcie właśnie po coś wielkiego?

zdjęcie pochodzi ze strony empik.com

Po czwarte, teraz muszę się przyznać, że moje letnie i wakacyjne lektury, poza pierwszymi dwiema pozycjami, są chyba cięższego kalibru, mimo wszystko. Zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam już o żadnej lekturze, która nie byłaby z nurtu literatury historycznej (wakacje w Świnoujściu spędzone z biografią Benito Mussoliniego do dzisiaj rodzice wspominają jako dziwne właśnie ze względu na mnie zaczytaną na plaży w coś tak nienormalnego), czy naukowej (choćby powrót do Średniowiecza Teresy Michałowskiej, aby doczytać raz jeszcze i dokładnie, to co fascynowało mnie w literaturze staropolskiej, chociaż było już po egzaminie). Tradycyjnie więc czytam teraz książkę o Krystynie Skarbek (Jarosław Molenda, Krystyna Skarbek. Królowa antyniemieckiego podziemia czy zdrajczyni?) i (zakupione niedawno) studium historyczno-literackie wspomnianej już Teresy Michałowskiej Ego Gertruda. 
zdjęcie pochodzi ze strony dedalus.pl

A inne pozycje, które świetnie sprawdzą się podczas wakacji/urlopu/lata?
Margaret Mitchell, Przeminęło z wiatrem - nawet jeśli przeczytało się tę powieść już nie raz, to powrót do losów Scarlett jest dla mnie zawsze przyjemnością. 

Anna Dziewitt-Meller i Marcin Meller, Gaumardżos. Opowieści z Gruzji. Podróż do Gruzji jest ciągle na liście moich marzeń, a książka państwa Mellerów tylko tę chęć pogłębiła. Jeśli ktoś nie może sobie pozwolić (jak ja) na podróż, to może książka z podróży (i to niejednej) będzie jakąś małą rekompensatą? 

Czesław Miłosz, Dolina Issy - podróż do świata dzieciństwa i lat młodzieńczych, jedna z piękniejszych książek, jakie miałam przyjemność czytać. 

Ken Follett, Filary Ziemi - a po Filarach... proszę sięgnąć po drugą część, czyli Świat bez końca. To akurat lektura, mimo pokaźnych rozmiarów, idealna na wakacje. Czyta się szybko, bardzo przyjemnie, bo i fabuła nieskomplikowana, ale za to jak wciąga! 

Ryszard Kapuściński, Heban - a może podróż do gorącej Afryki lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych? Bardzo lubię reportaże Ryszarda Kapuścińskiego, a te czytałam jako pierwsze, może stąd ten sentyment? A może to te opisy smaków, zapachów? 

A Wy? Jakie lektury polecacie na lato? 


3 komentarze:

  1. Ja jestem typowym sezonowym czytelnikiem - zatem jeśli lato do Peter Mayle i jego Prowansja, Marcel Pagnol, literatura Southern i powiew orientu, czyli książki Wydawnictwa Lambock :) A! I jeszcze powieści Katherine Webb - czyli lato w angielskim stylu z tajemnicą w tle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wracam do "Przeminęło z wiatrem" bardzo regularne ;-)

    OdpowiedzUsuń