niedziela, 10 sierpnia 2014

Konstanty Ildefons Gałczyński

Prośba o wyspy szczęśliwe


A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością…




Temat miłość spełnionej, domowej, trwającej wśród codziennych akcesoriów, kuchennych zapachów, uczynił poeta swoją specjalnością. Taki wybór czasami drażnił krytyków: "Zagórski i Gałczyński to poeci małżeństwa" - zanotowała Małgorzata Baranowska w Prywatnej historii poezji - i z nutą irytacji dodała: "Dla żony, o żonie, na rocznicę ślubu". Do dzisiaj na zaproszeniach weselnych pojawiają się często wersy Gałczyńskiego: "Nie byłoby małżeństwa, / gdyby nie nasza miłość" albo "przez wieczność świecić będą obrączki na ręku". Jego strofki aż się proszą o przepisanie na rocznicę: konsekwentnie, latami tkał miłosną makatkę, gdzie żona oznacza dom, "małe wesołe rzeczy", powszechność zmienioną w bajkę. (Anna Arno, Konstanty Ildefons Gałczyński. Niebezpieczny poeta)

Planując wakacje na Mazurach po prostu wiedziałam, że muszę odwiedzić Leśniczówkę Pranie. O tym miejscu opowiadał mi wielokrotnie ojciec, który może i nie był wielkim fanem poety (bo i nie jest amatorem poezji w ogóle), ale wycieczka w tym miejscu zrobiła na nim chyba duże wrażenie, skoro tyle razy wspomniał o wizycie w tym punkcie. 
Do wycieczki tej przygotowałam się odpowiednio. Zaplanowana została na dzień powrotu na Śląsk, więc cały tydzień pobytu w Dułach koło Olecka podczytywałam pod drzewem nad brzegiem jeziora biografię poety autorstwa Anny Arno. Jeśli miałabym w jednym zdaniu powiedzieć coś o tej pozycji, z pewnością brzmiałoby ono: "Tak powinny być pisane biografie poetów". Autorka dokładnie opisuje koleje życia poety, nie idealizując, ale i nie krytykując, a jednocześnie nie ma się wrażenia, że czyta się tylko suche fakty z życiorysu. Z idealnym wyczuciem rysuje obraz poety-czarodzieja, poety-zjadacza chleba, poety-męża, poety-ojca... A wszystko to obficie ilustruje fragmentami poezji. 







Na samym początku zamieściłam mój ulubiony wiersz poety. Właśnie takiego lubię go najbardziej - poetę, który tak pięknie pisał o miłości. I wiem, że zazwyczaj w poezji mnóstwo jest opisów przeżyć nieszczęśliwych kochanków, pewnie przekornie, sama szukam najlepiej odczytuję właśnie te wiersze Gałczyńskiego - o miłości "zwykłej", spełnionej, małżeńskiej. (Może i dlatego, że po prostu sama taką miłość właśnie znam - "zwykłą", spełnioną, małżeńską.) Nie wspomnę już o Rozmowie lirycznej, która czytana przeze mnie jeszcze jako dziecko wywoływała duże wrażenie. 
Ale Gałczyński to przecież nie tylko poeta małżeńskiej miłości (a z książki dowiedziałam się, że poza wierszami do "srebrnej" Natalii, popełnił kilka do innych kobiet), ale i przecież mistrz żonglerki słownej, ekscentryk, twórca legendarnego Teatrzyku "Zielona gęś", a i człowiek, który pisał chwilami jak rzemieślnik, żeby wyżywić rodzinę (miał delikatny problem z pracą na etacie). 
Najbardziej wzruszył mnie rozdział o wojennym okresie życia Gałczyńskiego. Ten niesamowicie płodny literat prawie umilkł na kilka lat. Prawie całą wojnę spędził w obozach jenieckich, nie lubił o tym okresie opowiadać. I chociaż przez cały ten czas bał się o żonę i córkę, powierzył ich opiekę Jerzemu Waldorfowi, to przecież pod koniec wojny coś w nim pękło - miotał się między kolejnymi kochankami, nie dał znaku życia (w prasie polskiej kilkakrotnie go uśmiercono), zwlekał z przyjazdem do Polski czy sprowadzeniem rodziny na emigrację. 
Ale jednak wrócił (co prawda z kochanką, ale żona szybko się jej pozbyła, co ciekawe kochanka - poetka Maruta Stobiecka, koniec końców, zamieszkała w moim mieście). I wtedy właśnie do życia powołał Zieloną Gęś i czterokrotnie w latach pięćdziesiątych odwiedził Leśniczówkę Pranie. 
I ja tam byłam, zdjęcia zrobiłam: 


(Ścieżka edukacyjna - ta droga prowadzi wprost do leśniczówki)

(Budynek leśniczówki z wbudowaną pamiątkową tablicą)

(Biurko, przy którym pracował poeta)

(A tu tabliczka na biurku informująca o tym strasznym czynie - z typowym dla poety humorem)

(A tu nowa Zielona Gęś - już odpowiednio zabezpieczona)

(I jeszcze jedna, wita odwiedzających)

(Jedna ze ścian w muzeum)

(Maska pośmiertna poety)

(Tuż za płotem leśniczówki takie oto schody prowadzą wprost do jeziora Nidzkiego - tam niestety bardzo przestraszona osa kilkukrotnie użądliła mojego męża, więc za długo nie nacieszyłam się tym pięknym widokiem, bo musiałam go ratować)

Wnioski nasuwają się więc dwa:
1. Koniecznie przeczytajcie biografię poety autorstwa Anny Arno, bo naprawdę warto.
2. Będąc w pobliżu Leśniczówki Pranie grzechem byłoby muzeum nie odwiedzić.