sobota, 25 października 2014

Sobota na Targach Książki w Krakowie

Zacznę od tego, że jechałam głównie w dwóch celach. Po pierwsze bardzo chciałam być na spotkaniu z Jaume Cabré. Po drugie zarejestrowałam się na zjazd blogerów książkowych. 

Ad. 1. 
Spotkanie z Jaume Cabré było świetne. Kataloński pisarz nie dość, że obrazowo przedstawił swój proces twórczy, to w dodatku udzielił mimochodem kilka wskazówek warsztatowych dla początkujących pisarzy. Jego przykłady (kto był, ten wie o kuzynce z Bostonu) były omówione bardzo konkretnie i szczegółowo. 
Sam wydaje się być bardzo sympatycznym człowiekiem, który kocha swoją pracę. 
Spotkanie było też bardzo dobrze przeprowadzone (może jedynie za mało było czasu na pytania czytelników, ale kilkadziesiąt minut dla pisarza to musi być naprawdę drastycznie mało), zarówno prowadzący red. Michał Nogaś, jak i tłumaczka książek pisarza na język polski - pani Anna Sawicka chętnie podążyli za dobrym humorem katalońskiego pisarza. 




Po spotkaniu należało się niestety przenieść do hali targów, żeby zdobyć autograf autora. Ponoć Jaume Cabré znany jest z osobistych dedykacji, ale na to niestety zabrakło czasu, bo kolejka, która ustawiła się z książkami, zawijała kilkakrotnie wokół innych boksów. Podejrzewam, że została przyspieszona kosztem kilku chwil rozmowy z pisarzem lub z tłumaczką.
Mam jednak autografy w obu dotąd wydanych w Polsce książkach (Wyznaję oraz Głosy Pamano). Udało mi się zamienić dosłownie dwa słowa z panią Anną Sawicką i zrobić zdjęcie z pisarzem, który jednak był zbyt zajęty podpisywaniem moich egzemplarzy.


Ad. 2.
Specjalnie rozpoczęłam od pozytywów, które spotkały mnie na tym jednym dniu Targów Książki (niestety uroki pracy w szkole - nie mogę sobie po prostu wziąć urlopu, więc miałam możliwość być tylko w ten jeden dzień), bo zjazd blogerów zupełnie mnie rozczarował. 
Wiem, że piszę mało, chociaż bloga prowadzę już dość długo. Mam długie przerwy i nie mam miliona odsłon, więc raczej nie jestem znana w blogosferze. Ale to moje miejsce, wynurzam się tutaj tylko dla własnej przyjemności i postanowiłam pojechać na zjazd mając nadzieję, że poznam inne osoby, ich poglądy na temat blogosfery książkowej, posłucham ciekawych dyskusji (może sama dorzucę kilka słów).
To, co uderzyło mnie na samym początku, to kompletny brak organizacji i pomysłu na wykorzystanie tych 60 minut. Prowadzący, jak sam przyznał, był z przypadku. Rozdanie nagród bez laureatów, suche oklaski, następnie wędrujący mikrofon wśród publiczności, która miała się przedstawić. Nagle mikrofon ktoś zabrał, bo "nikt tego nie zapamięta" i próba rozpoczęcia dyskusji na temat tego, jaki charakter powinny mieć wpisy na blogach. 
Siedziałam sobie spokojnie z boku i słuchałam tego, co jest priorytetem (wejścia na stronę czy idea szeroko rozumiana?), następnie dość przykro było mi słyszeć wymianę zdań między przedstawicielkami dwu wydawnictw (dużego i małego), aż w końcu szast prast - koniec. Ach, nie, jeszcze było losowanie książek, tak się złożyło, że zostałam wylosowana i wygrałam książkę Onichimowskiej i kostki do tworzenia opowiadań (z tego się cieszę szczególnie, bo wykorzystam na pewno w pracy).
Wiem, że pewnie większość z blogerek (bo płeć żeńska jednak przeważa w tej grupie) zna się z innych spotkań, z sieci. Dla nich zjazd był okazją do spotkania się po prostu (miałam wrażenie, że większość czasu zjazdu to było robienie sobie zdjęć w różnych konfiguracjach), ale oczekiwałam zupełnie czegoś innego.
Pod koniec listopada, podczas Targów Książki w Katowicach mają być panele dyskusyjne dla blogerów i pewnie się wybiorę, mając nadzieję na jakąś merytoryczną dyskusję, wymianę doświadczeń, ciekawą rozmowę po prostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz