niedziela, 9 listopada 2014

Starocie (część pierwsza)

Postanowiłam jednak podzielić się tym, co kocham najbardziej, a co może jest znane mniej, trochę zapomniane albo i trącące myszką. Celowo nie zatytułowałam tej notki (mam nadzieję, pierwszej z wielu) klasyką, bo może stać się i tak, że znajdzie się tu coś, co do szeroko rozumianej klasyki nijak należy, a jest stare (w tym jedynym, dobrym tego słowa znaczeniu) i pasuje do mojej osobistej galerii staroci. 
Kilkukrotnie podkreślałam, że kocham właśnie starocie. I to starocie wszelkiej maści - od filiżanek po prababce, przez sukienki po babce, swetry po matce po książki po dziadku. Na studiach zaś najbardziej lubiłam właśnie literaturę staropolską, dwie prace dyplomowe pisałam właśnie z dziedziny baroku. A najprzyjemniejsze lektury przecież są z XIX wieku, nijak inaczej! 
Dlatego też i tutaj będę dzieliła się refleksjami na temat autorów i tytułów dość starych, a ciągle obecnych w moim życiu. Żeby zacząć zupełnie nieklasycznie, a rocznicowo, dzisiaj będzie o Tadeuszu Micińskim.



Poeta ten urodził się 9 listopada 1873 roku w Łodzi. Uczył się w Warszawie, a studiował historię i filozofię w Krakowie, w Lipsku i Berlinie. W tym ostatnim miejscu poznał Stanisława Przybyszewskiego. W ogóle dużo podróżował, a w każdym niemal miejscu poznawał jakąś niezwykle ważną postać ówczesnego świata kulturalnego. Znał Wincentego Lutosławskiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Tadeusza Nalepińskiego. Dzięki podróżom oraz nowym znajomościom z pewnością poszerzał swoje zainteresowania.
Z Tadeuszem Micińskim kojarzy nam się od razu pojęcie mistycyzmu, duchowości i tajemnicy. Był przecież autorem mistycznych powieści i prozy, dość trudnych w odbiorze nawet u współczesnych, oraz poezji, w której zakochałam się, sama będąc sfiksowaną na punkcie duchowości nastolatką. 
Miciński w swojej twórczości podejmował tematykę filozoficzną i mistyczną (m. in. żywo interesowała go gnoza, demonologia, satanizm). Jest uważany za jednego z prekursorów surrealizmu w polskiego literaturze.
Zadebiutował jako poeta w 1896 roku poematem Łazarze, natomiast jego najpopularniejszy tomik pt. W mroku gwiazd powstał w 1902 roku. Z tego to tomu pochodzą najbardziej znane wiersze Micińskiego, często przywoływane w podręcznikach z języka polskiego w liceum przy okazji omówienia bohemy, wątków satanistycznych i mistycznych w okresie modernizmu. Właściwie sam Miciński owiany był legendą "poety maga" czy nawet "czciciela tajemnic". 
Jako prozaik debiutował opowiadaniem Nauczycielka w roku 1896. Kolejne znane jego utwory to Kniaź Patiomkin, Księga tajemna Tatr czy Xiądz Faust.
Wróćmy jednak do tomu W mroku gwiazd. W tomie tym pobrzmiewają echa nadchodzącego symbolizmu i nadrealizmu. Wykracza więc poezja Micińskiego poza tradycję młodopolską. Tadeusz Miciński wnosi klimat oniryzmu, erotyzmu i mistycyzmu w tych utworach. Krytyka przyjęła dobrze utwory składające się na tom, a sława poety maga trwała również po jego śmierci, bo w dwudziestoleciu wzięli sobie za patrona Micińskiego rodzimi ekspresjoniści. 

 Tadeusz Miciński, Melancolia

Żyje we mnie jakiś głuchy płacz - jakiś szloch i plącz żyją we mnie -

niby w grocie kropel wieczny szmer, monotonnych kropel tajny jęk.

Ach, to pewno przez zbójcow zamkniona ze złotymi włosami królewna,

(kasztelanka lub może pasterka) - z pól słonecznych, zielonych porwana,

zapomniana i w grocie zamknięta i na ostrych się głazach krwawiąca,

złotowłosa mej duszy królewna.

Łzy jej płyną jak zimne opale - łzy jej płyną wśród nocy bez końca

i w kryształy się lodów zwisają - w zamyślenia wiszące kryształy.

Raz przypełznął za szmerem do groty - wąż kusiciel tych głuchych podziemi,

usta chciwie przyłożył do zdroju, lecz się wzdrygnął przed blaskiem nieznanym.

A wtem ujrzał w szafirach królewnę - i swe oczy głębokie, zielone -

swoje oczy widzące w ciemnościach utkwił w bladą płaczącą królewnę -

i mądrymi oczyma pocieszał i prowadził ją w otchłań głęboką -

fosforycznie oczyma przyświecał - i prowadził ją w otchłań głęboko.

Aż pod ręką skrwawioną, co szuka w mroku oparcia,

grać poczęły jak dzwony bólów zamarzłych kryształy:

chór wyklętych pielgrzymów nuci pieśń grobu świętego,

tarcze błyskają, miecze - wśród kolumn czarnych bazaltu -

wstają z grobów olbrzymy - szał rozpędzonych rumaków

niesie ich w ogniach kłębiących przed gniewny w piorunach Majestat.

Nagle śpiewy zamilkły - głucha rozwarła się otchłań -

widać wśród ścian obślizgłych mgłą wirujące jezioro.

I na zwilgłym grobowcu drżąca spoczęła królewna,

w otchłań patrzy bezgwiezdną - w świątyń zagasłych jezioro.

Wtem ją mocne ramiona objęły w krzyku bezdźwięcznym

i uniosły nad otchłań skrzydeł sześcioro

i ujrzała cudowną w blasku miesięcznym - twarz Lucifera.

Duże nadzieje sam Miciński wiązał jednak z dramatopisarstwem. Utwory jego jednak były dość trudne do inscenizacji, na deski sceny udało się przenieść dopiero Kniazia Patiomkina w 1925 roku. Odsyłam do ciekawego eseju na temat dramatopisarstwa Micińskiego - tutaj.
Pisarz brał udział w I wojnie światowej. Był internowany do Kaługi, Moskwy, Białorusi. Został oficerem oświatowym w korpusie J. Dowbora-Muśnickiego. Zginął, prawdopodobnie zamordowany, w lutym 1918 roku. W Małych Małyniczach znajduje się jego grób.
Tutaj znajdują się zdigitalizowane utwory Tadeusza Micińskiego.

2 komentarze:

  1. Dziękuję za ten wpis. Miałem kiedyś okazję poznać twórczość Micińskiego i zachłysnąć się nieco pomimo pozostawania pod wrażeniem Witkacego. Szkoda że Miciński znika w otchłani zapomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję, że zapomniało się o Micińskim. I o wielu innych, niestety...

      Usuń