niedziela, 28 grudnia 2014

Zima nadeszła

Obiecałam sobie, że tej zimy przeczytam w końcu powieść Marka Helprina i słowa dotrzymałam. Książkę pożyczyłam od przyjaciółki (którą też uprzednio jej sprezentowałam w ramach urodzin), wzięłam ze sobą do szpitala i zatonęłam w mgle, która porywa i gubi w czasie. 
Dlaczego warto po książkę sięgnąć?
Po pierwsze - ujmujący język autora. Mogłabym tu dołączyć ze sto cytatów, w których się zakochałam, właśnie ze względu na język. Przepiękne zdania układające się w niesamowite opisy zimowej aury zrobiły na mnie wrażenie już od pierwszych stron powieści. 
Poza tym, przepiękny jest również język postaci. Szczególnie zwrócić trzeba uwagę na panią Gamely - kobietę zafascynowaną słowami, kolekcjonującą słowa stare, nowe, zapomniane i niezwykłe, mówiącą tak, że mało kto jest w stanie ją zrozumieć. I ta kobieta ostała się w mitycznym Coheeries - miejscu odciętym od świata.
Po drugie - klimat. Można powiedzieć wręcz - taki mamy klimat. Cudowny, zimowy, mroźny i mglisty, a dzięki temu ciepło jest bardziej wyraziste. Te wszystkie skóry lisów, kominki, grzańce, ludzie i ich uśmiechy sprawiają, że czytając opowieść Helprina czujemy niesamowite ciepło wśród śniegu i lodu. Koniecznie przeczytajcie tę książkę w zimę, przy kominku (ok, sama czytałam przy ciepłym kaloryferze), z kubkiem rozgrzewającej herbaty (lub grzańca). Nie wyobrażam sobie inaczej.
Po trzecie - magia. Zimowa opowieść to nie normalny romans, to nie zwykła opowieść o mieście. To naprawdę magiczna baśń, pełna niesamowitych zdarzeń. A czy my-dorośli nie potrzebujemy chociaż na chwilę odciąć się od świata rzeczywistego i dać się ponieść fantazji?
Po czwarte - miasto. Wiem, że Nowy Jork to miasto na swój sposób mityczne. Nigdy tam nie byłam, ale to, co o nim przeczytałam, co widziałam w filmach, dokumentach sprawia, że lubię w jakiś irracjonalny sposób to miasto. A w powieści Heplrina NY żyje pełnią życia. To nie tylko miasto, to osobowość, to idealna maszyna, to organizm, to coś niezwykłego! Po lekturze Zimowej opowieści mogę już z czystym sumieniem powiedzieć, że chcę, nie... muszę odwiedzić Nowy Jork.

A o czym właściwie ta pozycja jest? Cóż, romans ponoć, ale nie zrażajcie się! Takie romanse mogłabym czytać codziennie! Jest o miłości, której nie zabija nawet czas, o miłości od pierwszego wejrzenia. Ale przecież to też są składniki baśni. Przełknęłam to bez grymaszenia, niech więc będzie romans! 

Rozkołysane czerwone oko latarni wabiło oślepiającą kulę białego światła mknącą przez równinę u podnóża gór. Pociąg gnał po szynach, pęd powietrza na każdym zakręcie smagał młode łodygi ozimej pszenicy na polach, a dzikie zwierzęta zastygały w miejscu jak zahipnotyzowane, wpatrując się weń półprzezroczystymi zielonymi oczyma.

1 komentarz:

  1. Jeszcze bardziej zachęciłaś mnie to tej pozycji... coś czuję, że będzie to mój pierwszy noworoczny zakup ;)
    A Nowy Jork... cóż mogę o nim powiedzieć - to miasto, w którym moim zdaniem nie można się nie zakochać i na pewno by Ci się w nim podobało ;)

    OdpowiedzUsuń