wtorek, 27 stycznia 2015

Szaleństwo dziedziczone

Książka rozpoczyna się od świniobicia. Czemu mnie to nie dziwi? Bo świniobicie jest wpisane w tradycję śląską, jak połączenie obowiązku, pracy i małego święta - wszystko to w gronie rodzinnym, sąsiedzkim, przyjacielskim. Nie, nie pochodzę ze wsi, ale mieszkałam w małym miasteczku, gdzie jeszcze co niektórzy świnie mieli i o świniobiciu się słyszało - o przyjeździe rzeźnika (masorza), o mieszaniu krwi, aby nie zakrzepła. Wszystko to wraz z paczką wyrobów z tej właśnie zabitej świni. 
Nigdy tego nie widziałam, nie przeżywałam - ot, życie. Skoro się je schabowe, to trzeba wiedzieć, skąd się to mięso bierze, to kwestia uczciwości.
Czy na Josefie świniobicie obserwowane z okna zrobiło wrażenie? Czy jakoś zadecydowało o jego przyszłości? 
Josef to jeden z głównych bohaterów powieści Szczepana Twardocha Drach. Josef był świadkiem świniobicia, Josef walczył podczas I wojny światowej, Josef po powrocie z frontu tłumaczy, dlaczego przystał do powstańców. I nic jeszcze wtedy nie wskazuje, że Josef będzie szalony, że jego mózg będzie chory na tyle, że zostanie odizolowany od swojej rodziny, od kamratów, od kopalni, od życia... 
Kilkadziesiąt lat później Nikodem, prawnuk Josefa, sam na skraju szaleństwa próbuje ułożyć swoje rozsypane życie, próbuje pomieścić i ułożyć wszystkie jego elementy: dom, pracę, żonę, córkę, kochankę, prestiżową nagrodę, chorobę. Nikodem kocha życie, jest zachłanny, jest o krok od szaleństwa, bo ktoś mu się wymyka. 
A pomiędzy tymi bohaterami inni - ich wybory, skomplikowane losy na tle Historii, która nieproszona wdziera się w ich życie. 



I jest jeszcze jeden bohater, można by rzec, że nadbohater - Ziemia. Narrator. Jasnowidz. Wszystkowidz. W tej materii mamy do czynienia z pewną metafizyką, pewną prawdą oczywistą - z ziemi powstaliśmy, do ziemi wrócimy i ją karmić będziemy własnym ciałem, swoimi sokami, z nas czerpać będą następne organizmy. Ziemia nie jest ani przychylna, ani wroga - ona po prostu jest - nosi człowieka, obserwuje jego poczynania, wie, jaki koniec go czeka i w końcu pożera go, bo taka jest kolej losu. Ta prawda wynika z biegu historii, z wynurzeń narratora, ale i z quasi-wykładów starego Pidura (który też jest szalony).
Powieść Twardocha jest o mężczyznach, kobiety są w nich albo tylko opiekunkami domowych pieleszy, albo przyczyną zła. Poznajemy myśli bohaterów-mężczyzn, ale tylko trochę dotykamy myśli kobiet - są to zazwyczaj wspomnienia i ich pragmatyczne plany. A złe kobiety? Doprowadzają do szaleństwa mężczyzn. 
W historii rodzinnej niejednokrotnie powtarzany jest rodowód danego bohatera - niczym rodowód Chrystusa z Biblii. Znamy więc na pamięć, kto jest czyim dziadkiem, z kim jest spowinowacony, co robiła jego babka itd. To pomaga przy wybranej przez Szczepana Twardocha achronologicznej narracji. Dodatkową trudność mogą sprawić dialogi pisane w języku polskim, niemieckim i śląskim (nieopatrzone przypisami). O ile z językiem polskim i śląskim nie miałam problemu, o tyle niemiecki sprawiał, że musiałam się bardziej skupić i w czeluściach pamięci szukać nikłych śladów licealnej nauki języka Goethego. Ale spokojnie, z kontekstu można wszystkiego się dowiedzieć. 
Dracha przeczytałam jednym tchem, polecam gorąco.

sobota, 17 stycznia 2015

Dobre lepszego początki

Dobrze rozpoczęła rok. I mówię to (piszę) z pełną odpowiedzialnością. Nie traciłam czasu na nic niepotrzebnego, na snucie się bezcelowe po mieszkaniu - czytałam. W związku z tym, niestety jednak, nie miałam czasu wejść tutaj, zapisać chociaż kilku zdań na temat przeczytanych lektur i podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami. 
Ale po kolei:

Po pierwsze - Szczepan Twardoch i jego Drach. To moje pierwsze czytelnicze spotkanie z pisarzem i jestem nim zachwycona. To jak prowadził narrację w swojej najnowszej powieści zachwyciło mnie od razu. Nie umiem chyba wypowiedzieć się bez wyrazów euforii, która towarzyszyła mi przez te kilka godzin lektury. Nie będę się rozwodzić nad historią, nad tym, kim jest drach - pewnie już znane są wywiady z pisarzem, recenzje książki, próby interpretacji tytułu. Dla mnie najważniejszy był fakt, że książka jest o Śląsku - o moim Śląsku, o tym, o czym wielokrotnie słyszałam w opowieściach rodzinnych i tych znajomych - o powstańcach, o ich wyborach... I za tę historię o Śląsku dziękuję panu Twardochowi. 





Po drugie - Gniew Zygmunta Miłoszewskiego i w rezultacie całą trylogia. Kryminał, ale jaki! Najciekawsze spojrzenie na Polskę i absurdy nam towarzyszące od dłuższego czasu, z jakim miałam do czynienia. I bohater też z krwi i kości. A tu jeszcze miła wiadomość sprzed kilku dni - Paszport Polityki dla autora. Naprawdę polecam miłośnikom kryminałów, ale nie tylko. W Gniewie najbardziej podobał mi się chyba obraz Olsztyna - miałam wrażenie, że klimat jest ciężki i tak pochmurny jak w The Killing. Mrocznie, mżawkowo, zimno - to lubię! 



Po trzecie, Kariera Nikodema Dyzmy Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Czytałam po raz pierwszy nigdy nie widziałam filmu (serialu?), więc moje pojęcie o fabule było dość ograniczone. Też macie wrażenie, że powieść nie straciła na aktualności?

Poza czwarte - Miniaturzystka Jessie Burton. Debiut, ale jaki udany! Kiedy usłyszałam, że rzecz dzieje się w siedemnastowiecznym Amsterdamie, nie spodziewałam się tak wciągającej powieści. Gdyby nie stosy kartkówek i wypracowań, chyba nie potrafiłabym odłożyć książki bez dotarcia do ostatniej strony. Poza piękną historią o miłości, urzekły mnie opisy słodkości. Aż chciało się zjeść coś słodkiego! 



I jeszcze wielka radość, zakupiłam czytnik. Teraz mogę czytać jeszcze więcej! Dlatego wiem, że ten rok będzie jeszcze lepszy niż jego początek! 
Zaczytanego nowego roku Wam życzę!