niedziela, 8 lutego 2015

Miasto, miasteczko, stolica

Za mną trylogia Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim. Czytałam niestety w dziwnej kolejności, bo najpierw zakupiłam Gniew, pochłonęłam go i zapragnęłam jednak poznać poprzednie śledztwa bohatera. Teraz może jednak po kolei...

Poznajemy głównego bohatera w Uwikłaniu - pierwszej części trylogii. Teodor Szacki jest dziwnym człowiekiem. Trudno go polubić, ale i trudno go zrozumieć chwilami. Dumny jest z tego, że dobrze wygląda, że umie nosić garnitur, jednocześnie przeżywa fakt, że musi zapłacić za kawę na mieście kilkanaście złotych. Jego myśli w tej części głównie są osadzone wokół pieniędzy - jak to jest źle prokuratorowi, jak jego praca jest niedoceniana. Można by więc uznać, że ma kompleksy z powodu niskiej renomy (w jego mniemaniu) swojego zawodu. Czemu jest więc taki pewny siebie?
Niestety mam wrażenie, że Teodor Szacki jest stereotypowym mężczyzną. Boli go, że musi pozmywać po sobie, kobiety traktuje protekcjonalnie. Jego żona jest wprawdzie inna, ale znowu przeszkadza mu, że o siebie nie dba.





Nie będę się rozwodzić na temat wątku śledztwa, żeby nie powiedzieć kilku słów za dużo. Powiem tylko, że historia jest ciekawa, głównie z powodu tego drugiego dna (czyli to nie kwestia terapii ustawień tak mnie wciągnęła, ale spisek, którym morderstwo zostało podszyte). Chciałam natomiast wspomnieć o Warszawie, bo w stolicy właśnie osadzona jest akcja Uwikłania.  Warszawa w powieści Miłoszewskiego żyje, cuchnie i zachwyca. To rodzinne miasto głównego bohatera, to w nim mieszka z rodziną i o tym mieście rozmyśla, kiedy wędruje ulicami, kiedy jedzie samochodem.
Następnie Szacki przeprowadza się do Sandomierza i mamy do czynienia z Ziarnem prawdy. Sandomierz Miłoszewskiego obdarty jest z uroku Sandomierza ojca Mateusza. To nie urocze miasteczko na południu Polski z miłym księdzem na rowerze. To miasteczko pełne tajemnic przykryte urokliwą pianką. Mieszkańcy Sandomierza znają się z różnych etapów swojego życia - policjant na miejscu zbrodni mówi, że z ofiarą chodził do przedszkola, prokurator to jej najlepsza przyjaciółka - nawet w pracy ludzie nie są tylko kolegami z pracy, ale jedzą sobie słodkości, które przygotowała szefowa. To wszystko utrudnia jasne spojrzenie na sprawę, bo i sam Szacki ulega urokowi prostego życia w małym miasteczku i urokowi swojej rudowłosej koleżanki.
Oczywiście, ojciec Mateusz pojawia się w książce. Wspominają go mieszkańcy, nawet niektórzy oglądają serial w telewizji, wiedzą, jaką reklamę miasta ta produkcja zrobiła w całej Polsce.
Ale i zbrodnia u Miłoszewskiego jest brudna i cuchnąca miasteczkowymi zaszłościami, polana na dodatek sosem z antysemityzmu. A kluczem do rozwiązania zagadki jest zdanie jak z doktora House'a - "Wszyscy kłamią".



W ostatniej części trylogii Szacki mieszka w Olsztynie. Można wręcz pomyśleć, że to biegun zimna i najbardziej parszywej pogody w Polsce. Prawdy nie znam, bo sama mieszkam na południu Polski i obca jest mi pogoda warmińska i mazurska. Natomiast tak mi się spodobało to miasto na kartach książki - to w jaki sposób funkcjonuje tam lokalny patriotyzm, jak obcy sam przekonuje się do miasta i z jakim czarnym humorem opisane zostały problemy z ruchem ulicznym w mieście, że chętnie bym sama się przekonała, jak jest naprawdę.
Poza tym, że Szacki zmienia miejsca zamieszkania, sam również się zmienia. Owszem, jest ciągle stereotypowym facetem, którego boli duma, że ma sprzątnąć po śniadaniu (tak, w Gniewie jeszcze nie nauczył się normalnego życia), ciągle rozpływa się nad swoimi garniturami i ciągle opowiada seksistowskie dowcipy, ale sprawa, nad którą w Gniewie pracuje zmienia jednak jego i jego podejście do kobiet, do ofiar przemocy domowej.
Niemały wpływ ma na to postać asesora, który uświadamia mu, jak bardzo nie wypada, żeby prokurator nazywał kobietę pobitą przez męża pandą i, jaki błąd zrobił bagatelizując problem ofiary przemocy.



Wielkim plusem kryminałów spod pióra Zygmunta Miłoszewskiego są postaci drugoplanowe, które nie są tylko tłem, ale ludźmi z krwi i kości - mają osobowości, dziwactwa, cechy charakterystyczne. A zabawa z onomastyką autora za każdym razem sprawiała, że uśmiechałam się pod nosem.

Jeśli miałabym wskazać najlepszą część z tych trzech, miałabym problem. Nie wiem, czy wybrałabym Ziarno prawdy za to, że to jakby pomieszanie klasycznego kryminału z Indianą Jonesem, czy jednak Gniew za to, że dotyka tak ważnego problemu jak przemoc domowa. Gniew jest również najbardziej krwisty, nawet mnie ciarki przeszły przy opisie zbrodni. Dlatego radzę czytać jednak po kolei, bo jakoś Uwikłanie wypada najsłabiej, a wyobraźcie sobie tę przyjemność, jaka czeka na Was w kolejnych dwu książkach!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz