piątek, 24 lipca 2015

Hipokryci

Bo za naszych czasów takich rzeczy nie było! - sto punktów dla tego, kto nigdy nie usłyszał tego zdania od rodziców/dziadków/pradziadków. Prym w mojej rodzinie wiodła babcia, rocznik 1933, która zapewne żyła w klasztorze. Dopiero między słowami, przypadkiem w jej historiach poruszane były opowieści dość ciekawe, ale, oczywiście, niedopowiedziane. 

Czym są takie rzeczy? Mam tu na myśli, szeroko pojętą seksualność, która, jeśli wierzyć babciom, nie istniała w czasach ich młodości, a dzieci (często wyjątkowe wcześniaki) były przynoszone przez bociany, ewentualnie znajdowano je w kapuście, jeśli ktoś miał pole. 

Dziadek mojej mamy natomiast opowiadał mrożącą krew w żyłach historię swojej kuzynki, która miała to nieszczęście, że dziecko pojawiło się według zasad natury, a sprawcy nie było pod ręką, więc całe dziewięć miesięcy spędziła w piwnicy, aby nikt jej z brzuchem nie widział. Słysząc takie historie można rzeczywiście uwierzyć, że panien z dzieckiem nie było. 

O dzieciach przynoszonych przez bociana wspomina w dedykacji swojej książki Kamil Janicki: "Dla Taty, bo to dzięki niemu długo żyłem w beztroskim przekonaniu, że to rzeczywiście bocian przynosi dzieci i wrzuca do kapusty.".

Epoka hipokryzji, bo o tej pozycji mowa, to książka dość słusznych rozmiarów - ponad 400 stron opowieści o seksualności naszych dziadków i pradziadków w epoce międzywojennej. Pomimo zapewnień moich przodków, daleka już dawno byłam od naiwności, że w mitycznej epoce kiedyś nikt o seksie nie myślał, ale niektóre ciekawostki z alkowy prababci mnie zaskoczyły. 
Zaczyna autor od młodzieży - tej złej, jak to w każdej epoce bywa. Mamy więc oczywisty podział na młodzież płci męskiej (która po prostu musi, inaczej się udusi), płeć żeńską upadłą (której nikt nie szanuje, ale być po prostu musi, inaczej płeć męska się udusi) i płeć żeńską niewinną, niewiasty, które o tych sprawach za wiele nie wiedziały i czekały na noc poślubną, która przyniosła im raczej rozczarowanie. 

Mówiąc szczerze, bardzo smutno się czyta o tych wszystkich kobietach - pilnowanych pod kluczem, z dala od wiedzy wszelakiej, niepoinformowanych o tym, co je czeka. Smutno czyta się o tych wszystkich kobietach, które leczono z histerii, odmawiano im seksualności i widziano w nich tylko matki, którym to właśnie macierzyństwo ma wynagrodzić brak przyjemności w sypialni.

Na szczęście dla jednych, a nieszczęście dla drugich, w okresie międzywojennym dochodzi do rewolucji seksualnej. O seksualności zaczyna się mówić, zajmują się nią naukowcy (o różnych światopoglądach niestety), rośnie świadomość, na łamach prasy toczy się dyskusja na temat edukacji seksualnej, antykoncepcji, świadomego rodzicielska, nowoczesnego małżeństwa. Nie wydaje się to znajome? Czy dzisiaj naprawdę tak wiele się zmieniło w podejściu do tych spraw


Kamil Janicki dzieli Epokę hipokryzji na siedem rozdziałów. Często nawiązuje do badań pionierów seksuologii z przymrużeniem oka, interpretuje ich obserwacje. Jednocześnie korzysta z przykładów literackich, wszak literatura, choć jest fikcją jest wielkim zwierciadłem, w którym się przeglądamy. W książce mamy również liczne cytaty z publicystów epoki, zwłaszcza Tadeusza Boya Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej (o jej Wyznaniach gorszycielki miałam już przyjemność pisać tutaj) oraz nawiązania do prasy erotycznej z okresu międzywojnia. 


Zgrabnie i lekko autor mówi o seksualności, często wybiera drogę żartu oraz ironii, co sprawia, że książka nie jest pracą historyczną, a popularnonaukową, dla każdego. Sam tłumaczy, dlaczego wybrał taki, a nie inny obszar zainteresowań, dopowiada, jak trafił na jakąś konkretną ciekawostkę (albo przedmiot - np. przedwojenny wibrator). Epokę hipokryzji czyta się więc dobrze i wierzcie mi, wciąga to bardzo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz