środa, 11 listopada 2015

Feblik

Feblik wg Słownika języka polskiego to słabość, sympatia, skłonność do kogoś. Forma to przestarzała, rzadko używana, więc tytuł najnowszej powieści Małgorzaty Musierowicz dla wielu był zagadką. Zagadką była też ukazana na okładce dziewczyna - brunetka z niebieskim okiem w uroczym kapelusiku. 

Ale oto 6 listopada nadeszło rozwiązanie. Książka zamówiona w przedsprzedaży przyszła dokładnie w dniu premiery w rękach mojego męża, który odebrał ją z paczkomatu, a ja już przy zupie otwarłam i zaczęłam czytać. 

Już kiedyś pisałam, że z Jeżycjadą jest u mnie jak z serialem - wciągnęło mnie, ale niektóre odcinki mocno mnie rozczarowały. Jednak ciekawość, co nowego u znajomych bohaterów jest silniejsza niż strach przed kolejnym rozczarowaniem. 

Co w Febliku



Przyglądamy się postaci Ignacego Grzegorza Stryby, do którego ani ja, ani większość czytelniczek raczej nigdy nie pałała sympatią szczególną. Ale jednak wydarzenia przedstawione z jego perspektywy naświetlają nowy obraz i już tak nie denerwuje, mężnieje, jest prawie sympatyczny. 

I spotyka dziewczynę z okładki. Nie jest to dla niego nikt nieznajomy, a raczej była sympatia, której nie widział od kilku lat. Spotykają się przypadkowo i zbieg przypadków łączy ich na kilka dni i nocy. Możemy się oczywiście domyślić od razu, że te kilka dni i nocy połączy ich, jak to w Jeżycjadzie (tej nowszej, w starszej jednak romanse trwały trochę dłużej, a uczucia rozwijały się jakoś wolniej, przechodziły przez różne etapy, w nowszej mamy tzw. turboromanse - miłość jak grom spadająca na dwoje niewinnych ludzi, którym nie potrzeba więcej). Ale przez 90% książki mamy przyjaźń, rycerskie czyny Ignacego Grzegorza, listy Idy do Gabrysi, sielskość wsi i wiele rozmów o życiu. Jest miło, ciepło, Borejkowie jedzą smaczne rzeczy, oddają się lenistwu, małżeństwa się kochają. Poza światem Borejków jednak dzieją się straszne rzeczy - alkohol, przemoc, nieufność wobec ludzi - z tym światem nagle styczność ma główny bohater.

Małgorzata Musierowicz ciągle nie akceptuje współczesnej rzeczywistości. I ma niestety trochę wypaczony obraz. Niektóre rozmowy, w których mówi się o tym, co się dzisiaj dzieje, są dla mnie absurdalne. Nawet jeśli pewne niepokojące zjawiska są na świecie są, to nie znaczy, że są powszechne. Rozmowa na temat pewnego profesora, który nie przeklina i dlatego nie jest lubiany przez studentów naprawdę zszokowała mnie bardzo. Nie wierzę w takie rzeczy i trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek mógłby takie wnioski wysuwać. 

Feblik jest jednak zaskakująco miły. Nawet, jeśli kilka rzeczy mi się nie podobało, to jednak była to przyjemna kilkugodzinna lektura. Myślę, że nawet wrócę do niej już niedługo, żeby uważniej przeczytać, a nie chłonąć.

1 komentarz: