niedziela, 22 listopada 2015

Księgi...

...a w zasadzie jedna, porządna, trochę onieśmielająca księga, która długo na półce dojrzewała zanim ją wzięłam w ręce i weszłam w jej świat. Nie powiem, Nagroda Literacka Nike dla Olgi Tokarczuk za Księgi Jakubowe była dobrą motywacją do tego, aby w końcu po książkę sięgnąć. 



Od pierwszych stron zaczyna się cudny klimat, w który wsiąkłam z największą przyjemnością. Razem z księdzem Chmielowskim weszłam do sklepu Szora i poczułam zapach przypraw korzennym i kaffy, razem z bohaterami czułam gęstą, lepką mgłę (w zasadzie w czasie czytania książki i w realnym świecie towarzyszyła mi mgła), drżałam z zimna i czułam nadchodzącą zimę. Właśnie te fragmenty były dla mnie najprzyjemniejsze - idealnie też wybrałam czas na czytanie powieści Olgi Tokarczuk.

Głównym bohaterem jest Jakub Lejbowicz Frank. I tu od razu przyznam się bez bicia, że historii tej nie znałam, nigdy o Jakubie nie słyszałam, więc naprawdę z uwagą śledziłam przedziwne losy bohatera. 

Ale muszę od razu powiedzieć, że on sam nie przypadł mi do gustu - taki szaleniec, dziwak, chciałoby się powiedzieć, że nieszkodliwy, ale... Ale porwał za sobą ludzi. Jesteśmy świadkami, jak kolejni bohaterowie słyszą plotki o Jakubie, zbierają kolejne informacje, aż w końcu poznają. I widzimy go - śmiałego, przystojnego i nie znającego granic.

Poza tym, moja wiedza na temat judaizmu jest naprawdę miałka. Dlatego też naprawdę dużo skupienia wymagała ode mnie ta pozycja w miejscach, gdzie rozchodziło się o kwestie religijne, filozoficzne. Doprawdy nie wiedziałam o rozłamach, konfliktach między żydami dotyczące kwestii wiary. Dużo więc doczytywałam, aby po prostu zrozumieć. 

Jakub jest początkiem rebelii, jest heretykiem, porywa za sobą ludzi i mąci nie tylko wśród swoich, bo do tego wszystkiego dochodzą bohaterowie katoliccy i wyznawcy islamu. 

Tak, jak obiecuje na początku Olga Tokarczuk - podróż przez trzy religie - to oferują nam Księgi Jakubowe

Mimo tego, że jest na swój sposób powieść historyczna (ale daleko od sienkiewiczowskiego modelu), jest nadzwyczaj aktualna. Nie bez powodu zdobyła takie uznanie nie tylko wśród krytyków, ale i u czytelników, bo i oni docenili dzieło Tokarczuk. Jest to też opowieść o wolności, o manipulacji, o potrzebie bycia w grupie. 

Chciałabym jeszcze napisać o jednym - o bohaterkach u Tokarczuk. Chociaż nie są one pierwszoplanowymi postaciami, to jednak są to bohaterki z krwi i kości, takie, które nie są tylko tłem - Jente, Elżbieta Drużbacka, Ewa. Szczególnie ważna jest Jente - babka głównego bohatera, która jest zawieszona między życiem i śmiercią, obserwuje wydarzenia z góry. 

I jeszcze jedno - książka jest przepięknie wydana! Naprawdę jest tak piękna, że zakochałam się w niej ponad rok temu i naprawdę pragnęłam ją mieć. Pominę milczeniem jednak fakt, że czytało się jednak to bardzo trudno - pewnie dlatego jednak czytałam tak długo...

2 komentarze:

  1. Mój mały wyrzut sumienia - mam od zeszłorocznych targów krakowskich i jeszcze nie tknięte ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też długo dojrzewało na półce. Ale nie żałuję, jesień to idealna pora roku na tę powieść :)

      Usuń