niedziela, 10 stycznia 2016

Sentymentalnie

W zamierzchłych czasach pełnych ideałów bardzo intensywnie zastanawiałam się nad pogłębieniem swojej wiedzy i zakosztowania być może doktoratu, a obiektem moich badań miał być Jarosław Iwaszkiewicz i jego opowiadania. Kocham Iwaszkiewicza miłością dozgonną, od pierwszego opowiadania, które przeczytałam (w był to z pewnością Ikar w jeszcze bardziej zamierzchłych czasach gimnazjum). Muszę jednak dodać, że jako poeta trafia do mnie średnio, ale to nie burzy w ogóle mojego uwielbienia. Niemniej niż jego urocze i przejmujące opowiadania ciekawe jest jego życie. 

Urodził się 20 lutego 1894 roku w Kalniku. Pochodził z rodziny biednej, gdzie matka bardzo starała się utrzymać jego i jego rodzeństwo. Często podkreślał, że w czasach młodości miał tylko jedno ubranie i jeden komplet bielizny na zmianę. Dorabiał jako korepetytor już w ostatnich latach liceum. Później jego praca zarobkowa była związana z polityką i dyplomacją - najpierw pracował (bez większych sukcesów) w biurze Macieja Rataja, był dyplomatą w Kopenhadze, w PRL-u był posłem na sejm (nigdy nie wpisał się do partii, był posłem niezależnym), współpracował z rządem (odbył m. in. podróż dyplomatyczną z przewodniczących Edwardem Gierkiem do Paryża). 

Jego działalność literacka jest imponująca. Debiutował już w 1915 roku wierszem Lilith w piśmie "Pióro", a jego pierwszy tom poetycki (Oktostychy) ukazał się w 1919. Należał do grupy Skamander wraz z Tuwimem, Słomińskim, Wierzyńskim. W czasie II wojny światowej działał w podziemiu, w swoim domu (Stawisko w Podkowie Leśnej) udzielał schronienia wielu literatom, również pochodzenia żydowskiego, za co on i jego żona Anna zostali odznaczeni medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Po wojnie pełnił funkcję prezesa Związku Literatów Polskich, wydawał pismo "Nowiny Literackie". 

Jego żoną została w 1922 roku dziedziczka fortuny Anna Lilpop (sama zerwała zaręczyny z księciem Radziwiłłem) - tłumaczka (przetłumaczyła m. in. W poszukiwaniu straconego czasu) i pisarka. Wierna towarzyszka życia Jarosława Iwaszkiewicza, pomimo tego, że ich małżeństwo nie było klasyczne przez biseksualizm pisarza. Anna (nazywana przez pisarza Hanią) opiekowała się jego kochankiem Jerzym Błeszyńskim. Z Dzienników wyłania się obraz ich małżeństwa - trudnego, ale jednak mimo wszystko wspierającego się w trudnych chwilach (np. podczas choroby psychicznej Hani), będącego ze sobą do samego końca (zmarli w przeciągu 3 miesięcy).

A co nowego dodała do obrazu pisarza Anna Król swoją książką Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie? Niezwykle przyjemną podróż sentymentalną. Za klucz autorka przyjęła właśnie rzeczy, przedmioty, skrawki i rupiecie znalezione w archiwum Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku. Opisuje podróże do miejsc związanych z pisarzem, pomiędzy swoje zapiski wplata fabularyzowane historie o Iwaszkiewiczu, układa tezy i broni ich układając zgrabne argumenty.



Lektura jest naprawdę warta uwagi, chociaż osoby znające Dzienniki i Listy literata nie będą bardzo zaskoczone, ale to, w jaki sposób Anna Król skonstruowała opowieść o zapomnianych przedmiotach, niebędących eksponatami muzealnymi (np. niedokończona tubka kremu do golenia, monety w portmonetce pisarza). Przez rzeczy czyta życie Jarosława i wysnuwa hipotezy na temat różnych aspektów jego życia - stosunki z żoną, podejście do finansów, podróże do Sandomierza i Zakopanego, przyjaźnie i związki, metody twórcze. 

Czasami różne klucze doprowadzają do tych samych wniosków, które już padły i to jest niestety wada książki. Autorka niestety się powtarza, czasami na sąsiednich stronach pisze to samo, przez co chwilami lektura nieco nuży czy wręcz irytuje. 

Dodam jeszcze, że książka jest ładnie wydana, zdjęcia rzeczy są zrobione ze smakiem, chociaż wolałabym ich jednak więcej, tym bardziej, że jako zwykła turystka nie mam szans zobaczenia ich w muzeum (wycieczka do Stawiska jeszcze przede mną). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz