sobota, 5 marca 2016

Nie wszystko złoto...

Lubicie gruuube książki? Ja uwielbiam! Ale, odkąd mam czytnik, coraz częściej czuję ich ciężar (dosłowny, fizyczny) podczas czytania. I powieść Wszystko co lśni Eleanor Catton była pierwszą książką świadomie kupioną przeze mnie już jakiś czas temu w formie e-booka. Dodam więc od razu, że wygoda przy przy czytaniu tego tomiszcza była niesamowita. 

Ale wracając do książki, przyznam się od razu, że zaczynałam ją dwa razy. Za pierwszym razem jakoś było nam nie po drodze. Coś mi nie pasowało i nie do końca mogłam powiedzieć, co właściwie. Na moim profilu na portalu Lubimy Czytać pozycja ta "wisiała" chyba 1,5 roku w zakładce "Teraz czytam" chociaż nie było to prawdą, bo po prostu porzuciłam ją po kilkunastu już stronach. Jednak postanowiłam dać jej drugą szansę niedawno. Po przeczytaniu kilku kryminałów Agathy Christie z rzędu, zapragnęłam czegoś zupełnie innego. Postanowiłam raz jeszcze zmierzyć się z książką, która otrzymała Bookera w roku 2013. 

I bardzo mnie wciągnęło! 


Do palarni dość podrzędnego właściwie hotelu w Hokitika wchodzi zmęczony podróżą młody człowiek, który porzucił swoje dotychczasowe życie, aby stać się poszukiwaczem złota. Bo właśnie w Nowej Zelandii trwa w najlepsze gorączka złota. Ten młody człowiek to Szkot - Walter Moody. I niemal od razu czuje, że coś w tej palarni nie gra. Dwunastu mężczyzn zajmuje się jakimiś niewinnymi czynnościami, tak niewinnymi, że od razu jest to podejrzane. Dopiero po chwili Moody'ego zagaduje pewien mężczyzna, poczciwy, acz wścibski od początku i próbuje dowiedzieć się od przybysza, co skłoniło go do poszukiwania złota na drugim krańcu świata. Walter Moody nie chce o tym opowiadać, ale sam jest bardzo ciekaw, co właściwie dzieje się w tej palarni, więc zaczyna opowiadać o swoim ojcu, bracie i żonie swojego ojca. A to prowadzi do... Carvera. I tak oto młody człowiek zostaje wtajemniczony przez dwunastu mężczyzn w historię złoczyńcy.

Dodam od razu, że bohaterowie wychodzą z palarni dopiero w połowie książki. 

To, w jaki sposób autorka snuje opowieść jest naprawdę mistrzowskie. Narracja jest wzorowana na mistrzowskiej narracji dziewiętnastowiecznej, bo i sama książka jest napisana z rozmachem złotego wieku powieści. Bohaterowie pojawiają się co rusz, każdy z nich wrzuca do historii swoje trzy grosze, a my, czytelnicy, jesteśmy pewni, że każdy drobiazg jest w tej historii ważny. Ale to nie przytłacza, to wciąga niesamowicie. Kiedy Moody zastanawiał się, co do licha, dzieje się w palarni, to czuło się ciężar i gęstość atmosfery miejsca. Namnożenie się tajemniczych wątków - zniknięcie, odurzenie, śmierć tylko napędza spiralę, a my mkniemy wraz z tym, bądź co bądź, niespiesznym tonem narracji, która często wyraźnie zwalnia i przerzuca nas z wiru wartkiej akcji w zupełnie nową opowieść. 

Bohaterowie są z krwi i kości - każdy z nich ma swoją tajemnicę, każdy popełnia błędy. Poza tymi rysami charakterologicznymi, mamy również podział na narodowości - rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii, Brytyjczycy, Chińczycy, a to od razu nasuwa temat kolonializmu. Autorka poruszyła wiele ważnych tematów w tej powieści, bo to nie tylko kryminał, ale i historia miłosna, wykład o pozyskiwaniu złota, czytamy o wątku politycznym za sprawą Alistaira Lauderbacka oraz o mechanizmach władzy w niewielkiej społeczności.

Polecam więc gorąco!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz