poniedziałek, 16 maja 2016

Me before you

Jeśli w zapowiedzi książki czytam, że potrzebny mi będzie wodoodporny tusz, a para bohaterów podbije moje serce, to mam ochotę od takiej pozycji trzymać się jak najdalej. Nie zachęca mnie historia miłosna, która mnie wzruszy do łez ani fakt, że czytają to kobiety. Wszystkie te chwyty marketingowe odrzucały mnie od książki i naprawdę w ogóle bym po nią nie sięgnęła, gdyby nie fakt, że coraz głośniej słyszy się również o filmie, który za chwilę wejdzie do kin. 

Przyszła więc leniwa sobota, kiedy wszystkie plany spełzły na niczym, a ja miałam ochotę na coś lekkiego i wbrew zdrowemu rozsądkowi sięgnęłam po Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes. 

I oderwać się nie umiałam. Książka naprawdę wciąga. I nie mam na myśli absolutnie wątku romansowego, którego mogłoby w zasadzie nie być (uważam, że książka wiele by zyskała), ale na to, jaką siłę ma jednak oryginalny tytuł - Me before you

Bo powieść Moyes to historia dziewczyny - patrząc z boku na główną bohaterkę można powiedzieć, że poza oryginalnymi strojami i butami nie ma w niej absolutnie nic ciekawego. Nie skończyła żadnej szkoły, która zapewniła by jej w ręku tzw. fach. Ma dwadzieścia sześć lat i mieszka z rodzicami, którzy trochę się z niej podśmiewają, trochę nią manipulują. Jest w cieniu swojej genialnej młodszej siostry (która jednak była na tyle głupia, żeby przyjść do domu z brzuchem). Mieszka w miejscu bez perspektyw, za to z zamkiem, który jest atrakcją turystyczną i tylko w sezonie w miasteczku pojawiają się turyści. 

Poznajemy Lou, kiedy traci pracę z kawiarni. I nie ma pojęcia, co może zrobić ze swoim życiem. W biurze pośrednictwa pracy dostaje ofertę zostania opiekunką dla niepełnosprawnego mężczyzny. Zgadza się tylko z powodu pieniędzy. 

I ta decyzja zmienia jej życie. I o tym jest ta książka! Jojo Moyes pokazuje jaki wpływ mają na nas spotkani na naszej drodze ludzie, jak zasmakowanie czegoś nowego otwiera nas, jak poszerza nasze horyzonty. Jak odpowiedzialność za czyjś los uczy patrzenia szeroko otwartymi oczyma, jak człowiek nabiera pewności siebie. 

Oczywiście, jest też druga strona. Jest Will - młody, przystojny mężczyzna, który już nigdy nie będzie prowadził swojego życia, za którego decydują inni, który stara się wziąć odpowiedzialność za swoje zniszczone życie ten ostatni raz. 

Jojo Moyes porusza trudny temat jakości życia człowieka przykutego do wózka i tego, jak radzi sobie z tym nie tylko sam zainteresowany, ale i jego bliscy. 

Nic w tej powieści nie jest czarno-białe, chociaż wydaje się, że bohaterowie mają ustalone poglądy. 

Dobrze, przyznaję, jest trochę wzruszeń, ale nie są to te potoki łez, które ponoć towarzyszą innym. Czekam na film. Zapowiedź na razie jest dość obiecująca - dziwne stroje Lou, całkiem dobrze dobrani aktorzy (chociaż nie wiem, czy jestem przekonana do osoby Emilli Clarke), ale boję się, że film będzie łzawym romansem, a zmiana, która zachodzi w bohaterach będzie tylko tematem pobocznym. 

A czy Wy czekacie na film? Czytaliście książkę? Co o niej sądzicie?

1 komentarz:

  1. Jak to dobrze, że znalazłam Twoją opinię na temat tej książki. Szukałam kogoś, kto nie jest za pan brat z literaturą kobiecą, szczególnie za romansami, i napisze coś o tej książce. Bo nie powiem, kusi mnie, wbrew wszystkiemu mam ochotę ją przeczytać i boję się, że to będzie kolejny zmarnowany czas w tym roku. Dziękuję za tę trzeźwą recenzję :)

    OdpowiedzUsuń