poniedziałek, 30 maja 2016

ŚBK: Miejsce pracy blogera

To kolejny wpis w ramach wpisów tematycznych Śląskich Blogerów Książkowych. Zapraszam więc do odwiedzenia naszego profilu na facebooku i zapoznania się z innymi wpisami. 



Dzisiejszy temat: Miejsce pracy blogera

Od razu zaznaczę, że dla mnie żaden wpis nie jest pracą (i może dlatego, często trochę po macoszemu podchodzę do regularnych wpisów na blogu, bo najzwyczajniej, piszę wtedy, kiedy czuję taką potrzebę). Ale skoro temat jest taki, a nie inny, to zabieram się do pracy. 

Przyjmuję, że każdy wpis składa się z kilku etapów, a każdy etap ma zazwyczaj odbywa się w innym miejscu w sensie fizycznym. 

Etap pierwszy: zakupy

Książki zazwyczaj kupuję w internecie. Kiedyś była to tylko i wyłącznie księgarnia stacjonarna, ale od kiedy zaczęłam 60% moich zakupów (tylko tyle, bo zostały mi zakupy spożywcze) robić w internecie, to i książki znalazły się w tej liczbie. Księgarnie internetowe przeglądam dość często, chociaż staram się podchodzić do zakupów racjonalnie, to jednak czasami mnie ponosi (zdarzyło się kilka razy, że paczki z książkami były dla mnie autentycznie zbyt ciężkie). Od kilka miesięcy zakochałam się w możliwości zakupu ebooków - nie muszę na książkę czekać, paczka nigdy nie jest ciężka i od razu po przesłaniu pliku na mój czytnik, mogę zabierać się za lekturę.

Etap drugi: lektura

Czytam (prawie) wszędzie. Potrafię mieszać sos do makaronu z otwartą książką, wykorzystać 5 minut wolnego czasu na przeczytanie kilku stron lektury. Najczęściej jednak czytam wieczorem w łóżku. I to jest najważniejsze miejsce mojej pracy, jako blogerki. Moje łóżko jest cudowne (brakuje tylko zwojów tiulu w formie baldachimu). Metalowe, czarne, a nad nim sylwetka czytającej kobiety. Nie ukrywam, że często moja wieczorna lektura kończy się zaśnięciem nad książką i to wcale nie dlatego, że książka jest nudna. Po prostu staram się czytać do końca. Kiedy już zasnę, mąż gasi moją lampkę, zakłada książkę i odkłada ją na mój stolik. W ciągu dnia też lubię spędzać czas w sypialni - znajduje się w północnej części mieszkania, więc nawet w upały jest tam dość przyjemnie, nie przeszkadza mi telewizor ani stukanie w klawisze komputera (co ma miejsce w pokoju dziennym), ale jednak najczęściej raczę się lekturą w pokoju, pod kocem, z herbatką obok. Tam zazwyczaj jest mój mąż i mogę mu od razu przeczytać jakiś ciekawy fragment i coś skomentować. 


Etap trzeci: wpis

Piszę zazwyczaj od razu po lekturze. Rzadko zdarza się, że muszę dojrzeć do napisania kilku słów na temat książki (tak akurat się stało z poprzednim wpisem o Rewizji). Nie piszę również o każdej przeczytanej przeze mnie książce. Nie wiem, czy jest klucz. Po prostu - o jednych mam ochotę od razu coś napisać, o innych nie. Piszę siedząc na krótszym boku mojego zielonego narożnika. Laptop leży na podpórce ikeowskiej, ja wygodnie opieram się o poduszki, z boku narożnika rozłożona jest książka, o której popełniam wpis i popijam herbatę. Tylko kilka razy przy pisaniu siedziałam przy stole, jakoś mi tam niewygodnie.


Niestety, nie mam pięknego biurka, a przydałoby mi się nie tylko ze względu na pracę blogerską, a przede wszystkim w związku z pracą zarobkową. Przy stole więc sprawdzam sprawdziany i zeszyty uczniów i niestety prawie zawsze połowę tego stołu zajmują moje książki, notatki, czasopisma, zeszyty, sprawdziany, prace plastyczne, papier do drukarki i inne rzeczy. Gdyby tak moje mieszkanie się powiększyło zorganizowałabym kącik z biurkiem. I tam też pisałabym wpisy na blog. I pochwaliłabym się od razu. Nie zanosi się jednak na to w najbliższych latach. Dlatego, jeśli będziecie czytać kolejny wpis, to już będziecie wiedzieć, gdzie powstał.

2 komentarze: