czwartek, 9 czerwca 2016

Cień eunucha

George Steiner powiedział kiedyś, że oddałby całą swoją twórczość (krytyczną) za dwie strony Dostojewskiego. Patrząc na swój dorobek krytyka literackiego, nie widzi nic, co dorównywałoby wielkiej literaturze. Potrafię zrozumieć tę myśl, potrafię zrozumieć zazdrość, że czegoś się nie napisało, nie stworzyło. 


Patrząc wstecz, Steiner widzi tylko cień eunucha. Do tych słów nawiązuje główny bohater powieści Cabré, sam widzi za sobą tylko cień eunucha, chociaż jest w zasadzie wziętym dziennikarzem, jest melomanem, zna się na swojej pracy, to czuje, że w życiu nic nie osiągnął. 

Sam Jaume Cabré mówi, że Miquel Gensana to może być jego alter ego - urodzili się obaj tego samego dnia, dorastali w tej samej politycznej rzeczywistości, dokonywali podobnych wyborów. 

Głównego bohatera poznajemy po śmierci jego najbliższego przyjaciela, kiedy koleżanka z redakcji zabiera go na kolację, aby porozmawiać z nim o Bolósie. Julia zabiera Miquela w miejsce, gdzie podają wyśmienite mięso. Miquel nie zdaje sobie sprawy, że koleżanka z pracy zabiera go do jego własnego domu, który w czasie kryzysu (ekonomicznego i rodzinnego) jego rodzina straciła, a teraz jest miejscem restauracji. 

To miejsce oraz rozmowa o Bolósie sprawiają, że w bohaterze odżywają wspomnienia - te związane z z walką o wolność, te związane z kobietami i te związane z rodziną. Cień eunucha to przede wszystkim opowieść o rodzinie Gensana, o tym, co sprawiło, że rodzina w zasadzie przestaje istnieć, tak jak przestaje istnieć dom Gensana. O tym, jak ból i niezrozumienie popychają ludzi do czynów, które potrafią zaważyć na losach kilku pokoleń. 

I chociaż uwielbiam pisarza, chociaż uwielbiam spotkania z nim i jego opowieści o tworzeniu, to nie mogłam polubić głównego bohatera. Czekałam głównie z niecierpliwością na te fragmenty, w których pojawiał się wujek Maurycy - postać z krwi i kości, którą niemal czułam obok siebie. Jego snucie opowieści o rodzinie, do której należał trochę przypadkowo, było naprawdę wciągające. 


A co o stylu? Ta powieść nie jest najnowszą w dorobku katalońskiego pisarza, wydana została w 1996 roku i właśnie w niej narodził się styl, który znamy choćby z Wyznaję. Mieszanie się perspektyw czasowych, narracji i głosów to najsmaczniejszy aspekt obcowania z utworem Cabré. To, co przerażało mnie na początku przygody z pisarzem, teraz jest dla mnie tym, co najbardziej przyciąga. 

Muszę oczywiście dodać, że tę, jak i każdą inną powieść wydaną w Polsce, tłumaczyła Anna Sawicka i, jak zwykle, tłumaczenie to jest doskonałe.