czwartek, 14 lipca 2016

Klasyka: Na zachodzie bez zmian

W ramach nadrabiania klasyki, również w wykonaniu mojego męża, przeczytałam Na zachodzie bez zmian Remarque'a. Była to raczej inicjatywa mojego męża, więc bez większego entuzjazmu sięgnęłam po tę niewielką objętościowa, ale za to pełną ukrytych emocji książkę.

Poznajemy kilku członków drugiej kompanii na froncie zachodnim podczas I wojny światowej. Większość z nich chodziła do jednej klasy, a naukę i przygotowanie do matury przerwała im wojna. Zachęcani przez wychowawcę Kantorka sami zgłaszają się by bronić ojczyzny zanim jeszcze ich rocznik dostaje powołanie. Kiedy zaczyna się opowieść, są już na froncie rok. Nie ma w nich już młodości i entuzjazmu. Wyprani są z marzeń, a jedyne, o czym myślą, to to, aby najeść się do syta.

Narrator, Paweł, nie ukrywa niczego, nie ubarwia, ale i nie histeryzuje. Ze spokojem człowieka, który widział już zbyt dużo jak na swoje dwadzieścia lat, opowiada o tym, co jedzą, jak zabijają wszy, odlicza tych, którzy już zginęli. Tylko domyślamy się rozpaczy, która w nim jest, a której nie może okazać, bo by zwariował. Dostrzegamy ją dopiero w przejmującym powrocie do domu podczas urlopu. To chyba jeden z najbardziej wzruszających momentów w literaturze, które dane mi było do tej pory czytać - oto młody żołnierz idzie przez swoją miejscowość, mija miejsca, gdzie przebywał z kolegami, których już nie ma albo walczą na froncie, w końcu wchodzi do domu. 

Schody trzeszczą pod butami. Na górze trzasnęły drzwi, ktoś spogląda przechylając się przez poręcz. To otworzono drzwi kuchenne, smaży się placki z kartofli, w całym domu zalatuje nimi, no tak, dzisiaj sobota, i to chyba moja siostra przechyla się przez poręcz. Przez chwilę jakbym się wstydził, spuszczam głowę, potem zdejmuję hełm i spoglądam w górę, Tak, to moja najstarsza siostra.
- Pawle!- woła - Pawle!
Kiwam głową, plecak uderza o poręcz, karabin jest taki ciężki.
Otwiera porywczo drzwi do pokoju i woła:
- Mamo, mamo, Paweł przyjechał!
Nie mogę iść dalej.
"Mamo, mamo"...
Opieram się o ścianę i ściskam mocno hełm i karabin. Trzymam go jak w kleszczach, jak najmocniej, ale nie mogę postąpić ani kroku, schody rozpływają się przed oczyma, uderzam się kolbą po nogach, zaciskam wściekle zęby, ale nic nie poradzę, to jedno słowo, które moja siostra powiedziała... nic nie mogę poradzić... zmuszam się do śmiechu, ale nie mogę dobyć głosu, nie mogę wykrztusić ani słowa i tak stoję na schodach, nieszczęśliwy, bezradny, w strasznym skurczu, i choć wcale tego nie chcę, łzy spływają mi po twarzy.

Kilka dni w rodzinnej miejscowości pokazuje bohaterowi, jak bardzo został oszukany, jak oszukano jego pokolenie. Młodych ludzi, którym wmawia się, że muszą bronić ojczyzny. Rozmawiają między sobą, co im zrobili Francuzi? Czyż oni też nie bronią swojej ojczyzny? Co nam takiego zrobili, że musimy ich zabijać? Przecie tylko rozkaz uczynił z nich wrogów. A kto go wydał? Czy cesarz? Komu opłaca się śmierć w okopach? 

Pomiędzy rozpaczą, bólem i poczuciem bezsensu, żołnierze prowadzą normalne życie - przygotowują posiłki, grają w skata, odwiedzają francuskie dziewki w nocy. I są takie fragmenty, które autentycznie wywołują na twarzy uśmiech, a nawet w niektórych momentach śmiałam się. Bo w tej książce przerażenie miesza się z przymusem pozostania normalnym. 

Zwróciłam też uwagę na pewien motyw, który pojawia się w tematyce wojennej nieustannie - sadystyczny żołnierz, który znęca się nad rekrutami, załazi im za skórę tak bardzo, że oni tylko czekają, żeby oddać mu z nawiązką. W Na zachodzie bez zmian jest to Himmelstoff, w 9 kompanii (świetnym wojennym filmie rosyjskim) też taka postać się pojawiła, a również w Kompanii braci była to postać grana przez Davida Schwimmera. Trzy różne wojny - nic się nie zmienia. 

Remarque był krytykowany za tę powieść. Mówiono o reporterskim charakterze, odmawiano mu talentu literackiego. A to książka wydana w 1929 roku weszła do kanonu literatury wojennej, dając jedno ze świadectw przeżyć I wojny światowej. Irena Krzywicka, chociaż bez entuzjazmu, napisała w "Wiadomościach Literackich": "Wielu pisarzy prowadziło badania w tym kierunku i obfita jest literatura wojenna, ale imię Remarque'a pozostanie już chyba na zawsze jako imię reprezentanta tego rodzaju, mimo istnienia książek tak doskonałych jak Spór o sierżanta Griszę Arnolda Zweiga." 

Na koniec to, co czytamy przed powieścią: 

Książka ta nie ma być oskarżeniem, ani też wyznaniem. Jej zamiarem jest tylko mówić o pokoleniu, które wojna zniszczyła - nawet gdy uchroniło się przed granatami.

Mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się więcej wpisów o tzw. klasyce. Warto się nad nią zatrzymać na chwilę. Myślę, że też tak uważacie. 

1 komentarz:

  1. Ależ oczywiście, że warto. Remarque pisze tak, że niby mimochodem, ale dotyka sedna problemu. Znakomity wpis, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń