niedziela, 17 lipca 2016

Wśród kuracjuszy

Swego czasu wygrałam w konkursie na blogu Vintage Girl debiutancką książkę Joanny Szwechłowicz pod tytułem Tajemnica szkoły dla panien. Pisałam o swoich spostrzeżeniach tutaj.

Kupiłam bez zastanowienia drugi kryminał retro spod pióra Szwechłowicz i do dzisiaj nie wiem, czemu nic o nim nie napisałam, bo bardzo mi się spodobał, a klimat zamkniętego domu, jak z powieści Christie przypadł mi bardzo do gustu. Niestety, już chyba więcej nie napiszę, bo moje spostrzeżenia uleciały wraz z czasem, zostało tylko miłe poczucie dobrej lektury, którą też polecam. 

Dzisiaj za to skończyłam czytać najnowszy kryminał pani Joanny Szwechłowicz  Siła wyższa i od razu piszę, żeby już nic mi z czasem nie uleciało. 



Spotykamy się w tej powieści znów z ojcem Herbstem, którego poznaliśmy w Ostatniej woli. Tym razem zakonnik jest z dala od rodziny. Spotykamy go, kiedy omija kałuże idąc na pewną poznańską plebanię, aby rozwiązać (cicho i bez skandalu) ze współbratem Florianem zagadkę zniknięcia proboszcza Wojciecha Kalinowskiego. Po rozmowie z gospodynią co się zowie postanawiają z ojcem Florianem pojechać do Krynicy, bo jak podejrzewają, to tam skrył się ów proboszcz, o którym wszyscy wypowiadają się jak najlepiej, a oni sami podejrzewają go jakowyś romans i rozpuszczanie pieniędzy na perfumy i pończochy. I tak oto trafiają do Katolickiego Pensjonatu Pod Krokusami panien Malickich - krewnych niedawno zmarłego wikariusza księdza Wojciecha. 

Obaj bracia są swoimi przeciwieństwami - poukładany, pedantyczny ojciec Florian, dla którego wyższym dobrem jest dobro Kościoła (jako takiego), niewolny od pewnych uprzedzeń tak częstych w okresie międzywojnia; nie do końca zgadza się z młodszym, żywym, świetnym obserwatorem i znawcą przyzwyczajeń ludzkich ojcem Aleksandrem Herbstem, który miał już przecież doświadczenie w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Rozmyślania, szczególnie ojca Floriana, który wszędzie dopatruje się rozpusty i niegodziwości, są naprawdę dobrym punktem powieści. 

Poza tym, muszę przyznać, że wątek kryminalny najmniej mnie zajmował, bo kuracjusze w pensjonacie to dopiero ciekawe postaci. Każdy z nich ma jakąś tajemnicę, każdy coś ukrywa, a ojciec Herbst, uciekając często do dwuznacznych moralnie czynów, odkrywa je po kolei, najpierw obserwując uważnie nie tylko czyny, ale i garderobę mieszkańców pensjonatu. 

Czas akcji to marzec 1939 roku, dużo smaczków z epoki - wspomniane są gwiazdy kina międzywojennego, przywołane przedwojenne szlagiery, które są przesłuchiwane na płytach gramofonowych, ale także śpiewane w restauracji przez zdesperowaną bohaterkę. Ciekawe są również poglądy na wiarę, Kościół i wyznania przez poszczególnych bohaterów. Jest to o tyle ważny wątek, bo pcha jedną z bohaterek do doszukiwania się sensacji tylko dlatego, że dotyczy przedstawiciela kościoła katolickiego. Poza tym autorka osadza powieść w Krynicy, która była przed wojną autentyczną konkurencją dla Zakopanego, a niestety nie przetrwała w tej klasie zawirowań wojennych. 



Jak zwykle język autorki oraz poczucie humoru, które serwuje w tej książce, są jasnymi punktami, które to tylko zachęcają do sięgnięcia po, mam nadzieję, kolejne tytuły. I... okładka! Każda z wydanych przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka powieści Joanny Szwechłowicz okładka jest utrzymana w tej samej kolorystyce i podobnej stylistyce. Pięknie się prezentują razem na półce. 

Reasumując, pyszna lektura w sam raz na niedzielne leniwe popołudnie! Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz